Śmierć mądralom!
Witaj! :)
W dzisiejszym moim wpisie chcę zamieścić coś kontrowersyjnego. Poważnie. Niektórych mogę oburzyć, to wiem. Innym mogę sprawić przykrość. Jeszcze innym mogę zrujnować romantyczną wizję świata.
Doświadczenia ostatnich Uwodzicielskich Wakacji, które prowadziliśmy we Władku, sprawiły, że kilka konceptów się wykrystalizowało w mojej głowie. Należę do osób, które nie lubią mówić czegoś, do czego kompletnie się nie przekonały. W te Wakacje pojawiło się kilka kolejnych argumentów, które utwierdziły mnie w przekonaniu, że kobiety tak samo jak mężczyźni pragną seksu, poczucia własnej atrakcyjności i poszaleć trochę.
Jeśli nie byłeś aktywny jako uwodziciel w te wakacje - powinieneś się wstydzić. ;) Jak mogłeś pozbawić kobiety fajnego, inteligentnego i przystojnego faceta jakim jesteś? ;)
To, co mnie bardzo uderzyło niczym zderzenie w ciężarówką była reakcja na mój nieco prowokacyjny wpis na Facebooku.
Opisałem pokrótce sytuację, w której jeden z moich kursantów spotkał dziewczynę. W ciągu kilku zdań ustalili, że idą do niego. Czysty, prosty i uczciwy układ. Gdy opisałem to na FB (oczywiście w sposób zapewniający zarówno jemu jak i jej anonimowość), rozpoczęła się piekielna burza. Poleciały takie np. epitety:
- debilizm w czystej formie. zero szacunku
- Może byś kursantów nauczył trochę szacunku- również do siebie samych... Bo z tego wpisu wynika, że Wy rzeczywiście myślicie tylko penisami...
- Big deal.
- Kasiu, dobrze, że miałaś odwagę to napisać, bo mnie też jest bardzo smutno, jak czytam takie rzeczy…
I wiesz, że te komentarze są od młodych ludzi? Mógłbym zrzucić to na konserwatywne poglądy starszych ludzi, ale większość z wypowiadających się nie miała nawet 30-tki. Zastanawia mnie, że poglądy na temat seksu są tak głęboko zakorzenione, że od razu budzą tak skrajne emocjonalnie reakcje.
Przecież co jest debilnego i "zero-szacunkowego" w decyzji dwojga dorosłych ludzi, aby się kochać? Kto kogo nie szanuje? Bo jakoś trudno mi wymyślić kto kogo tutaj wykorzystał... Facet pannę, czy ta panna faceta? :) Nie wiem, może ilość orgazmów powinna być kwantyfikatorem tego kto więcej skorzystał i kto był bardziej niemoralny? ;)
Szacunek, również do siebie samych... Kurcze, dlaczego osoba chcąca zaszaleć jest uznawana za kogoś, kto się nie szanuje? Jeśli mam ochotę iść dzisiaj do restauracji indyjskiej, to mam ochotę iść do restauracji indyjskiej. Jeśli mam ochotę uprawiać seks, to go uprawiam? Czy człowiek szanuje się wtedy, kiedy odmawia sobie tego, na co ma ochotę? (Oczywiście mówimy o umiarkowaniu, a nie o niepohamowanej potrzebie kompulsywnego zaspokajania. ;) ) NIGDY, nigdy, ale to przenigdy nie nazwałem kobiety, która poszła ze mną szybko do łóżka ździrą, czy szmatą. I nigdy tego nie zrobię. Dla mnie ździra to kobieta, która daje się wykorzystywać. Nie ma ochoty na seks, ale chce być lubiana i dostać coś w zamian od swoich kolegów, więc robi im lody. To jest brak szacunku do samej siebie. Postępowanie wbrew sobie. Bez względu na to, czy polega na robieniu czegoś, na co NIE mamy ochoty, czy na NIE robieniu czegoś, na co mamy ochotę.
No, trzeci komentarz, czyli "Big deal." akurat epitetem nie był. :) Ale zwróć uwagę, że dla niektórych takie akcje są czymś kosmicznym, a dla innych czymś normalnym. Jeszcze 3 lata temu takie historie były dla mnie nieco szalone, a obecnie nie dziwi mnie to, że kobiety mnie podrywają. Czasami same bezpośrednio mówią czego pragną. Autor tego komentarza jest na wyższym poziomie niż większość facetów i doskonale to zrozumiał. Panowie - takie akcje są częścią życia uwodziciela. Kobiety też pragną seksu i bliskości. Uwierzcie w to! :)
A czwarty komentarz? Jest mi smutno, gdy czytam takie rzeczy... OK, każdy ma prawo mieć swój gust, coś może się komuś nie podobać, pytanie mam tylko jedno: w czym jesteś lepszy/lepsza od innych ludzi, aby uznać, że to właśnie Ty masz monopol na receptę na szczęście? :) Każdy jest inny. Każdy ma swoje argumenty. Każdy ma swoją wiarę. Każdy ma swoje przekonania. Każdy sądzi, że ma rację. Tymczasem, każda religia ma swoje cuda. A wiara to kwestia subiektywnych emocji. To nic pewnego. Z obiektywnego punktu widzenia, nie ma znaczenia, czy wierzysz w Jahwe, nauki Buddy, czy też w Latającego Potwora Spaghetti. Bądź człowiekiem, żyj swoim życiem i pozwól innym na to samo. :)
Do wszystkich kobiet: oglądacie "Sex w wielkim mieście", chciałybyście móc być Samanthą, ale nie macie odwagi. Czemu nie? Bądźcie kim chcecie być, ludzie i tak będą wieszać na Was psy. Bo przytyłyście, bo wybrałyście sobie nie takiego faceta, bo nie potraficie się ubrać.... Blah, blah, blah. Ludzie zawsze tak będą gadać. Róbcie to, na co macie ochotę, jeśli to nikogo nie krzywdzi. Tak ogólnie, życiowo. Jeśli Twoi rodzice mówią, że będziesz starą panną, bo masz 23 lata i nie masz jeszcze narzeczonego, albo że powinnaś znaleźć stabilną pracę, męża i założyć rodzinę, a Ty pragniesz podróżować - to ich problem! Wiem, że emocjonalnie to trudno znieść, bo w końcu to rodzina, ale musisz żyć na swój sposób. Moje motto życiowe brzmi:
"Rób to, co uznajesz za słuszne. Nie słuchaj ślepo innych ludzi, gdy mówią Ci jak masz żyć.
To Ty będziesz zbierać wszystkie konsekwencje swoich działań, zarówno w postaci porażek, jak i sukcesów.
Lepiej zrobić coś, co naprawdę się chciało i ponieść porażkę niż robić to,
co inni Ci kazali i w wieku 40, 50 lat obudzić się z ręką w nocniku i popaść w depresję mówiąc sobie,
że czegoś innego pragnęliśmy od życia."
Życząc wszystkim odwagi i mądrości w pogoni za szczęściem, :)
Wasz Merlin
P.S.: Polecam książkę "Jedz, módl się, kochaj" Elizabeth Gilbert.